Armia Nowego Wzoru a kolaboranci

Tomasz Pernak, Warszawska Gazeta, nr 52, 23-30.12.2021

Dziś żyjemy w kraju, w którym 30 procent społeczeństwa to potencjalni klienci dowolnej władzy okupacyjnej. Nieuków należy uświadamiać w czasie pokoju, ale na wypadek wojny muszą wiedzieć, że każdy ich krok będzie obserwowany, a żaden okupant nie będzie w stanie zapewnić im ani spokojnego, ani zasobnego życia.

Wpis przedświąteczny dedykuję wykładowi „Strategy and Futurę” zaprezentowanemu publicznie w Centrum Prasowym Foksal w ostatnią sobotę, 18 grudnia 2021 r. przez pp. Jacka Bartosiaka, Marka Budzisza i Alberta Świdzińskiego. Święta Bożego Narodzenia to nadzieja na odnowienie, faktyczna rewolucja w myśleniu o państwie doskonale odnajduje się w tej poetyce. Jacek Bartosiak, wprowadzając w szczegóły idei Armii Nowego Wzoru (dalej – ANW), zaproponował pogłębioną dyskusję. Rzecz jasna stronnictwa polityczne do takiej dyskusji nie przystąpią; obowiązek dorzucenia paru groszy spoczywa więc na nas – komentatorach.

Jeśli jakiś wesołek chciałby zadedykować mi przypowieść o żabie, która stawia się obok koni w kolejce do podkucia, przyjmę to z pokorą, niemniej: konie wyzdychały, panie wesołek, a podkuwać trzeba! Wykład jest wybitnym osiągnięciem zespołu Strategy and Futurę; wierzyć się nie chce, że jak dotąd nikt z lampasami nie zadał sobie trudu, żeby zdefiniować taki cel, jak polskie zwycięstwo w wojnie z Rosją. Zwycięstwo, które Rosja będzie w stanie przyjąć, nie będąc zmuszona do eskalacji albo nie mogąc sobie na nią pozwolić. Do zaprezentowanego planu wojny z Rosją uwag nie mam, chapeau bas przed wiedzą think tanku w zakresie prognozowania gier wojennych, planowania strategicznego i ustalania listy narzędzi koniecznych do skutecznego wygrywania wojen.

O czym innym w takim razie. Moje pytanie brzmi: jakie są warunki brzegowe, konieczne do stworzenia ANW, zdolnej do zrealizowania zwycięskiej wojny z Rosją? Jeden z polskich generałów miał powiedzieć, że jakkolwiek plan wydaje się doskonały, to jest on trudny do zrealizowania w polskiej rzeczywistości. Być może, ale postawienie kropki po takim zdaniu, to jak zaserwowanie siarczystego kopa w żubra tłusty zad.

Co takiego sprawia, że Polska, jej władze, nie potrafiły do tej pory przygotować planu obrony kraju na wypadek agresji ze wschodu? Co powoduje, że w myśleniu strategicznym podstawowym założeniem jest albo brak wojny, albo pewność politycznej i militarnej pomocy NATO (obydwa założenia mocno wątpliwe)?

Głównym powodem jest brak powszechnej, bardzo szeroko rozumianej dekomunizacji. Warunkiem powodzenia „bitwy manewrowej” jest jej dokończenie. Dekomunizacja musi być daleko idąca, zdecydowana, a nawet brutalna, jeśli takie są potrzeby obronności. Celem dekomunizacji powinno być wykrycie, otorbienie i usunięcie braku kompetencji oraz zduszenie w zarodku, działania przyszłej V kolumny. Olbrzymią rolę we współczesnej wojnie będą odgrywały media. Jeśli w czasie przyszłej wojny byłyby takie, jak były na początku wojny hybrydowej prowadzonej przez Łukaszenkę, to ogłoszą klęskę w bitwie, zanim ta się jeszcze zacznie. Taką informację media zachodnie będą powielały z radością, bo będzie dawała pretekst do niewypełnienia zobowiązań sojuszniczych. W miejscu, w którym żyją Polacy, nie ma miejsca dla mediów pod wezwaniem dezertera i zdrajcy Emila Czeczki, bo życie ludzkie waży. Waży także państwo i naród, jego tysiącletnia historia.

Dziś żyjemy w kraju, w którym 30 proc. społeczeństwa to potencjalni klienci dowolnej władzy okupacyjnej. Nieuków należy uświadamiać w czasie pokoju, ale na wypadek wojny muszą wiedzieć, że każdy ich krok będzie obserwowany, a żaden okupant nie będzie w stanie zapewnić im ani spokojnego, ani zasobnego życia.

Stworzenie ANW może się udać. Bitwa manewrowa może jednak zakończyć się powodzeniem lub nie, ale jeśli się nie powiedzie, miękka chociażby okupacja oprze się o niestety dość masową kolaborację. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby ta kolaboracja miała jak najwyższą cenę. Człowiek, który określa się dzisiaj jako „Europejczyk pochodzenia polskiego” jest w sytuacji dezintegracji bytu państwowego poważnym zagrożeniem dla życia, zdrowia, wolności i majątku sąsiada. Jeśli dzisiaj rechocze, że ktoś nie wypełnia finansowych zobowiązań wobec Polski, to będzie rechotał także wtedy, kiedy „Ruscy” przyłożą „faszystom”, niszcząc rakietą lotnisko, koszary, elektrownię… Dopiero, kiedy trafią w przedszkole, do którego chodzą jego dzieci, przestanie rechotać. Zacznie ziać nienawiścią do polskiego rządu i polskiej armii, „bo to oni wywołali wojnę, a przecież można się było dogadać”. Obok pięciu istniejących rodzajów sił zbrojnych powinien powstać rodzaj szósty, nieumundurowany i niejawny, składający się z sieci podziemnej administracji, policji, szkolnictwa, sądownictwa specjalnego, obsługujący struktury państwa podziemnego na wypadek okupacji. To wszystko po to, żeby nie powtórzyła się sytuacja, jaka powstała po wrześniu 1939 r., kiedy trzeba było budować od podstaw, bez struktur, bez broni. Szósty rodzaj sił zbrojnych powinien czuwać nad zabezpieczeniem systemów informatycznych i archiwów – odpowiadać za ich zafałszowanie, ukrycie, zniszczenie. Szczegóły organizacyjne szóstego rodzaju sił zbrojnych powinny być niejawne, ale ich istnienie powinno być potencjalnym agresorom znane, uprawdopodobniając wysokie koszty dodane okupacji i rodząc przekonanie, że wygranie bitwy i kontrola terytorium nie oznacza końca wojny.

Jest jasne, że trzeba starać się mieć możliwość zadać Rosji jak najwięcej szkód, nie tylko na polu bitwy. Powinniśmy mieć opracowane plany zbrojnego zniszczenia infrastruktury łańcuchów dostaw biegnących przez nasz kraj – Nord Stream, w przypadku agresji powinien wylecieć w powietrza i to na takiej długości, aby jego odbudowa trwała lata. Podobnie, władze chińskie powinny zakładać, że zielone światło dane Rosji dla wojny z Polską, to blokada chińskiego eksportu przez nasz kraj. Wojny Rosji z Polską powinni obawiać się wszyscy w Europie, a najbardziej ci, którzy wykorzystują rosyjskie surowce i chińską produkcję przemysłową. Agresja Rosji musi oznaczać potężny kryzys gospodarczy na Zachodzie.

Patrząc na Wschód – nie wiem, jak wygląda aktywność polskiego wywiadu na Wschodzie, ale przecież agresję reżimu Łukaszenki można było osłabiać i to poważnie, przesyłając bandytom z tej wydzielonej grupy przy białoruskiej straży granicznej paczki z czekoladami dla dzieci, dobrymi perfumami dla żony i „Czystą Wyborową” dla bandyty, wysłanymi na adres domowy, miejsce pracy żony i na adres szkoły. Paczki oznaczone imiennie, bo adresy i dane osobowe powinniśmy znać.

Jeśli zasadnie przyjmiemy, że w przypadku ewentualnego konfliktu z Rosją będziemy sami, a jedyne czego możemy się spodziewać to ograniczone wsparcie z powietrza, to musimy dokonać analizy postaw wszystkich naszych sąsiadów w przypadku konfliktu. Wydaje się, że przed Polską Rosja musiałaby zabezpieczyć się przed atakami z terytorium Ukrainy. Zanim Rosja podjęłaby ryzyko wojny z Polską, musiałaby wyeliminować Ukrainę oraz – co wydaje się pewne – zneutralizować aktywność wojsk NATO, stacjonujących w Estonii, na Litwie i Łotwie.

Warto zastanowić się, jaki powinien być zakres polskiej pomocy Ukrainie w jej wojnie, która wydaje się, że nastąpi najpierw. Polska musi opracować program polityki wobec Ukrainy w różnych wariantach przyszłości tego kraju. Co stałoby się, załóżmy tu bardzo mało prawdopodobne, gdyby w przyszłości to Rosja marniała, a Ukraina stawała na nogi? Ukraina, wobec unieważnienia memorandum budapeszteńskiego w następstwie terytorialnych strat na rzecz Rosji, na powrót staje się państwem nuklearnym, tyle że bez arsenału, który w zamian za obietnicę uznania suwerenności i integralności terytorialnej w Budapeszcie, w 1996 r., zobowiązała się zdać i zdała na rzecz Rosji. Pociski może jednak chcieć pozyskać bądź zbudować, bo ma możliwości wzbogacania uranu. Czy potężne państwo ukraińskie byłoby dla Polski gwarancją bezpieczeństwa od wschodu, czy zagrożeniem? A co, jeśli w wyniku agresji rosyjskiej powstałoby kadłubowe państwo ukraińskie od polskiej granicy po Dniepr? Jaką politykę wobec takiego państwa prowadzilibyśmy? To są potężne tematy wymagające namysłu, ale, być może, zostawmy rozważania na tuż po Świętach.

Tymczasem wszystkim Czytelnikom „Warszawskiej Gazety” życzę zdrowych, rodzinnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia! Niech moc – zły duch, truchleje!

INKUBATOR SABOTAŻYSTÓW

Po dziś dzień politycy realizują zamówienia składane w obcych centralach, kopiując przygotowane przez „starszych i mądrzejszych” koncepcje i pospiesznie wklejając je w nasze realia.

Absolwentami pierwszego rocznika tej szkoły byli Angela Merkel, Tony Blairi Nicolas Sarkozy Ramię w ramię szkoliły się w niej takie tuzy, jak globalny komiwojażer szczepionkowy : Gatesi ten, który na pandemii zarobił krocie – szef Amazona Jeff Bezos i nie zabrakło tam również kolejnego z wielkich przywódców Francji doby kryzysu, Emmanuela Macrona. W roku 1992 Klaus Schwab założył szkołę „Światowi Przywódcy dla Jutra”, W roku 2004 zmieniono jej nazwę na „Młodzi Przywódcy Świata”. Szkoła miała niezły przerób, bo zdołała „wykształcić” 1300 przywódców z wszystkich kontynentów i są oni dziś rzeczywistymi liderami nowego ładu, budującymi na naszych oczach Światowy (nie)Rząd.

Sławomir M. Kozak – Pfizer i Spółka postawili na młodych. Nie byłoby w tym jeszcze nic złego, gdyby nie to, że starych wysyłają do piachu. Przypomina się w tym miejscu ta anegdota sprzed lat o naszych emigrantach, którzy po roku pobytu w Stanach czy Kanadzie zaczynali mówić dziwnym narzeczem. Po polsku już zapomnieli, a angielskiego jeszcze się nauczyć nie zdążyli. Zostali bez języka. Oczywiście, najchętniej eksponowali ten polisz inglisz podczas chwilowych pobytów w Ojczyźnie. Dziś widzę ich znowu, są wszędzie dookoła. Gdzie okiem nie sięgnąć degrengolada i nieuctwo. Do niedawna obowiązywał naturalny zwyczaj rozwoju, wspinania się po szczeblach kariery zawodowej, w takim tempie, które pozwalało nabrać wiedzy i doświadczenia w sposób bezpieczny zarówno dla siebie, jak i dla innych, a dojście na szczyt wiązało się z samospełnieniem, odpowiednią pozycją społeczną i najczęściej finansową. Kadra (słowo „elita” muszę czymś zastąpić) uznała jednak, że lepiej młodych wyuczyć według własnych potrzeb, wywindować ich na szczyt drabiny, obsypując już na starcie mamoną, a będą gwarantem jej spokoju i stworzą nową, lepszą przyszłość, zgodną z zamówieniem. W którąkolwiek stronę bym nie spojrzał, jakiejkolwiek dziedziny nie dotknął, wszędzie widzę młodych, zastraszonych ludzi, którzy większość energii poświęcają temu, aby nie podpaść niewiele starszym szefom, często improwizując w walce o przetrwanie, bo nie mają skąd czerpać wiedzy, a ta zdobyta na różnego rodzaju przyspieszonych kursach gotowania na gazie, nie starcza na długo. Oczywiście, „nasi” nie wpadli na ten pomysł sami, myślenie kreatywne zabito w polskim światku politycznym już dawno, stawiałbym na rok 1926, a ostatecznie 1989. Niezależnie od tego, którą z tych dat przyjąć za właściwszą, po dziś dzień politycy realizują zamówienia składane w obcych centralach, kopiując przygotowane przez „starszych i mądrzejszych” koncepcje i pospiesznie wklejając je w nasze realia.

Wpatrzeni w nieomylnego ich zdaniem guru, jakim jest dla nich Klaus Schwab spełniają gorliwie jego oczekiwania, nie odczuwając odrazy do człowieka, którego ojciec produkował broń na szwabskie potrzeby. Tę, która doprowadziła do likwidacji naszej autentycznej elity. Odpowiedzą sobie zapewne w duchu, że syn nie jest winien grzechów ojca. I mogą mieć rację, choć moim zdaniem potomstwo przejmuje geny przodków, nie mówiąc o kwestii wychowania przez rodziców. Co prawda, Klaus, który w ekonomii nigdy szczytów nie osiągnął, nauki pobierał u samego Henry’ego Kissingeraw Harvard Business School, gdzie kształtowano jego poglądy. I właśnie tam wybrano go do wypełnienia w przyszłości misji, którą poprzez innych, usłużnych sprzedawczyków, dzisiaj wypełnia.

Światowe Forum Ekonomiczne, któremu przewodzi, pierwotnie nosiło nazwę Europejskiego Forum Zarządzania. Nie wiem, czy to z tego powodu w „wolnej” już Polsce eksplodował ogrom tak zwanych uczelni, przygotowujących głównie do zarządzania. W pierwszym spotkaniu Forum, w roku 1971, kiedy Schwab miał zaledwie lat 32, wzięli udział przedstawiciele 31 państw. Obecnie finansuje je już ponad 1000 międzynarodowych korporacji.

W roku 1992 Schwab założył szkołę Global Leaders for Tomorrow G, Światowi Przywódcy dla Jutra’0. Trzeba przyznać fundatorom, że rozmach zawsze mieli, a pojęcia skromności nikt im wpoić nie zdołał. Dla uwypuklenia trendu, który wpadł im już wtedy do głów, w roku 2004 zmieniono jej nazwę na Young Global Leaders C, Młodzi Przywódcy Świata”).,Jutro” było już nieaktualne, bo właśnie zaczęło stawać się dniem dzisiejszym. Przywódców wyniesiono wyraźnie do roli liderów świata. Choć w rzeczywistości bardziej pasowałoby do nich miano dilerów nowej idei.

Absolwentami pierwszego rocznika tej szkoły byli Angela Merke Tony Blair i Nicolas Sarkozy Ramię w ramię szkoliły się w niej takie tuzy, jak globalny komiwojażer szczepionkowy i Gatt j ten, który na pandemii zarobił krocie – szef Amazona, eff Bezos Nie zabrakło tam również kolejnego z wielkich przywódców Francji doby kryzysu, Emmanuela Macroną i premier Nowej Zelandii – Jacindy Ardern. W ławkach tej wybitnej uczelni znaleźli też swoje miejsce mniej u nas znani reprezentanci amerykańskiej sceny politycznej: gubernator najbardziej „zarażonego” stanu USA, Kalifornii – Gavin Newsom czy sekretarz transportu – Pete Buttigieg.

Z pewnością jednak większość z nas kojarzy takie postacie jak: Chelsea Clinton Richard Branson(szef firmy Wgin) czy Larry Fink który zawiaduje jedną z trzech głównych korporacji światowych – BlackRock.

Szkoła miała niezły przerób, bo zdołała „wykształcić” 1300 przywódców z wszystkich kontynentów i są oni dziś rzeczywistymi liderami nowego ładu, budującymi na naszych oczach Światowy (nie)Rząd.

To są ci starsi szefowie, choć młodzi wiekiem. Można odnaleźć ich nazwiska i facjaty na oficjalnej stronie The Forum of Young Global Leaders, bo jak wspominałem, skromność jest w tej grupie pojęciem nieznanym.

Ale, żeby szefowie nie musieli tyrać sami, postanowiono zbudować im grupę wyrobników pomniejszego płazu i zaprząc do walki o nowy, lepszy świat. Powołano do życia swego rodzaju inkubator, w którym dojrzewa narybek przyszłych zarządców globu. Schwab uruchomił go w roku 2012 i nazwał Global Shapers Community C, Wspólnota Kształtująca Świat”). Jest to w zasadzie sieć sabotażystów działających w 456 miastach świata, nazywanych przez nich hubami. Na swojej stronie deklarują, że są to „zróżnicowane zespoły młodych ludzi, których łączą wspólne wartości – integracja, współpraca i wspólne podejmowanie decyzji. Razem tworzą projekty i zmieniają swoje społeczności”. Czytelnicy będą zapewne ciekawi, czy w tym gronie znaleźć można reprezentantów naszego nieszczęśliwego kraju? Otóż, można, ale nie mam zamiaru ich reklamować, sami łatwo ich wyszukacie na stronach, do których linki podałem. Są to w każdym razie ludzie, którzy już zaszli wysoko w strukturach państwa, a dynamika ich karier świadczy o tym, że zajdą na sam szczyt tej drabiny z powyłamywanymi szczeblami.

Opracował: Leon Baranowski – Buenos Aires, Argentyna