Wielcy Polacy, Rycerze i Wojownicy

Tadeusz Kościuszko (1746-1817)
Chorąży Wojciech Głowacki (Bartos) (ok. 1758-1794)
Pułkownik Jan Kiliński (1760-1819)

Tadeusz Kościuszko (1746-1817)

Naczelnik Tadeusz Kościuszko należy do najpopularniejszych postaci w naszej historii. Poświęcono mu niezliczone prace naukowe i literackie, o czynach jego mówią liczne wiersze i pieśni. Akcje dla uczczenia pamięci Kościuszki wzmagały się w latach przypadających rocznic, lecz szczególnie przebierały na sile w momentach krytycznych w życiu narodu. Tak było podczas I wojny światowej, ‚kiedy to w roku 1917 przypadła 100 rocznica śmierci Kościuszki, tak powtórzyło się w latach II wojny światowej, kiedy to regularne formacje wojska polskiego i oddziały partyzanckie obierały sobie Kościuszkę za patrona.

Źródeł tej popularności Kościuszki, poza niewątpliwymi jego zasługami dla narodu, doszukiwać się należy w tym, iż w sposób najpełniejszy ucieleśnił on ideały walki o niepodległość Polski, a jednocześnie postęp społeczny. Uczucia, którymi otaczało się i otacza pamięć Kościuszki, stanowią potężną i twórczą siłę w naszych dziejach.

Kościuszko urodził się 12 lutego 1746 r. w Mereczowszczyźnie na Białorusi. Po ukończeniu szkół wstępnych, w 18 roku życia, przyjęty został do warszawskiej Szkoły Rycerskiej, gdzie ze specjalnym zamiłowaniem oddawał się nauce sztuki inżynieryjskiej. Dobre wyniki w nauce otworzyły mu następnie drogę do dalszych studiów wojskowych we Francji, gdzie przebywał w latach 1769—1774.

Po powrocie do kraju, mimo nabycia gruntownej wiedzy, nie zdołał otrzymać stanowiska w redukowanej po I rozbiorze armii polskiej. Postanowił więc szukać szczęścia za granicą. W roku 1776 wyjeżdża do Ameryki, gdzie właśnie rozpoczęła się wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Pierwszym zadaniem Kościuszki w służbie amerykańskiej było opracowanie planu obrony miasta Filadelfii. Pracą tą zjednał sobie przychylną opinię i nominację na „inżyniera w służbie Stanów Zjednoczonych”. Wiosną 1777 r. przydzielony do armii północnej Kościuszko wykonuje szereg prac fortyfikacyjnych, umacniając m.in. obóz pod Saratogą.

W marcu 1778 r. podejmuje z kolei wielką pracę, która zabrała mu dwa i pół roku, nad budową twierdzy na skałach West Point. Pod koniec 1780 r. zwraca się z prośbą o przeniesienie do armii południowej, która toczyła najcięższe walki. Zostaje też tam skierowany otrzymując funkcję naczelnego inżyniera. Położoną tam pracą zyskuje najwyższe uznanie dowódcy armii południowej gen. Greene’a. Swą kampanię wojenną w Ameryce kończy Kościuszko w grudniu 1782 r. wkraczając do zdobytego Charlestonu.

W uznaniu położonych zasług w walce za wolność Ameryki otrzymał Kościuszko specjalne pismo od Kongresu, które głosiło: „Postanawia się, że sekretarz wojny ma wydać pułkownikowi Kościuszce patent na szarżę generała brygadiera i oświadczyć temu oficerowi, że Kongres jest przejęty wysokim uznaniem dla jego licznych wiernych i cennych wielce zasług”.

W roku 1784 Kościuszko wraca do Polski, ożywiony gorącym pragnieniem wykorzystania w służbie dla ojczyzny zdobytego doświadczenia. Ale i tym razem nie udaje mu się dostać do wojska. Osiada więc na wsi, gdzie gospodarząc w swych Siechnowicach stara się wprowadzić nowe sposoby uprawy roli i ulżyć doli chłopów pańszczyźnianych. Dopiero po pięciu latach — w 1789 r” już w dobie Sejmu Czteroletniego, Kościuszko powołany zostaje do rozbudowującego się wojska, otrzymując nominację na generała majora i dowództwo brygady w dywizji wielkopolskiej.

Pełni najpierw służbę nad granicą austriacką, a następnie, od drugiej połowy 1790 r., na Ukrainie. Od końca 1791 r. coraz wyraźniej narasta zagrożenie wojenne ze strony carskiej Rosji. Kościuszko pracuje więc niezmordowanie nad podnoszeniem gotowości bojowej podległych mu oddziałów oraz strzegąc kordonu granicznego usiłuje rozpoznać koncentrujące się siły rosyjskie.

Podczas wojny 1792 r. czynny był w polu od pierwszych dni walk jako dowódca dywizji. Nieraz osłaniał odwrót sił głównych, ratując sytuację. Największą bitwę wypadło mu stoczyć pod Dubienką 18 lipca 1792 r., gdy zagrodził on drogę na zachód przeważającym siłom nieprzyjaciela. W ciągu kilku godzin dywizja Kościuszki z powodzeniem odpierała ataki korpusów rosyjskich, zadając im ciężkie straty. Dopiero wieczorem, po wyczerpaniu wszelkich środków oporu, Kościuszko zarządził odwrót, wyprowadzając umiejętnie swe pułki spod uderzeń wroga. Za bitwę pod Dubienką awansowany został do stopnia generała-lejtenanta.

Gdy w kilka dni potem król Stanisław August uznał wojnę za przegraną i wydał rozkaz zaprzestania działań wojennych, Kościuszko zaprotestował gwałtownie. Wskazując na możliwości dalszej walki pisał: „Zgromadziwszy wojsko całe za Wisłą z wolontariuszami i z mieszczanami z miast Warszawy i Krakowa wynosiłoby do sześćdziesiąt tysięcy, a na czele króla mając, bijąc się za swój kraj, jaka moc by go zwyciężyła, pytam się…” Nie zdołał jednak nic wskórać i zażądał dymisji.

Wkrótce potem wyjeżdża za granicę, zatrzymując się w Lipsku. W lutym 1793 r. jedzie do Francji, by nawiązać kontakty z jej rewolucyjnym rządem. Wraca po kilku miesiącach, a już we wrześniu tegoż roku odwiedzają go w Lipsku emisariusze krajowych organizacji patriotycznych, proponując objęcie dowództwa nad planowanym powstaniem. Kościuszko nie odmawia, lecz jednocześnie wskazuje na konieczność starannego przygotowania wystąpienia, które jego zdaniem tylko wówczas będzie mogło zakończyć się sukcesem, gdy zgromadzi pod bronią parusettysięczną armię.

Powstanie wybuchło jednak wcześniej, nim wszystkie przygotowania zostały zakończone, a to na skutek konieczności ratowania wojsk, którym groziło rozbrojenie. 22 marca 1794 r. Kościuszko przybywa do Krakowa, zaś dwa dni później składa na Rynku krakowskim historyczną przysięgę.

1 kwietnia wyrusza Kościuszko z Krakowa na kampanię wojenną, wiodąc zaledwie dwa bataliony piechoty i kilkanaście dział. Po drodze siły jego wzrastają przez przyłączenie formacji regularnych, jak również tworzenie chłopskich oddziałów kosynierskich. 4 kwietnia dochodzi do pierwszej poważniejszej bitwy pod Racławicami. Kończy się ona świetnym zwycięstwem Kościuszki, do czego w poważnym stopniu przyczynił się dwukrotny brawurowy atak kosynierów. Doprowadził on do zdobycia dział wroga i rozgromienia jego sił w centrum. Korpus carski zmuszony został do pośpiesznego odwrotu. Ale jeszcze większe od militarnego było moralne znaczenie tej wiktorii. Wieść o niej rozniosła się lotem błyskawicy po całym kraju, stając się sygnałem do nowych wystąpień powstańczych.

W początkach maja 1794 r. Kościuszko stanął obozem pod Połańcem, ogłaszając tam swój słynny Uniwersał, mocą którego chłopi otrzymywali wolność osobistą, opiekę rządu oraz ulgi w robociznach.

Stoczywszy 5 czerwca bitwę z zagradzającymi mu drogę poważniejszymi siłami rosyjsko-pruskimi pod Szczekocinami, Kościuszko przedarł się ku Warszawie. W stolicy czekał Naczelnika ogrom roboty. Z jednej strony podjął on energiczne prace nad rozbudową wojska, z drugiej musiał doraźnie toczyć ciężkie walki w obronie stolicy.

Rozegrana przez Kościuszkę bitwa w obronie Warszawy zakończyła się wyraźnym sukcesem. Przyjąwszy taktykę aktywnej obrony Kościuszko wiązał i wyczerpywał siły Prusaków pod murami miasta, a jednocześnie wywołał na ich tyłach — w Wielkopolsce i Kujawach — powstanie. W rezultacie zmusiło to króla pruskiego do niepysznego odwrotu.

Wówczas Kościuszko pełen wiary w rychłe ostateczne zwycięstwo odwrócił się przeciwko drugiemu wrogowi. Zorganizował w początkach października pod swym osobistym dowództwem wyprawę przeciw carskiemu generałowi Fersenowi, nim zdążył mu przybyć z pomocą stojący już pod Brześciem Suworow. W takich okolicznościach doszło 10 października do nieszczęśliwej bitwy pod Maciejowicami. Siły, którymi bezpośrednio dowodził Kościuszko, okazały się zbyt słabe, aby sprostać Fersenowi, zaś idący z drugą polską dywizją gen. Poniński spóźnił się z pomocą. Otoczone oddziały polskie walczyły z rozpaczliwym męstwem. Większość żołnierzy poległa, reszta, przeważnie ranni, dostała się do niewoli. W ręce wroga wpadł także Kościuszko, ciężko ranny i nieprzytomny.

Przewieziono go następnie do Petersburga, gdzie wtrącono do twierdzy Pietropawłowskiej. Z więzienia uwolnił Naczelnika po dwóch latach car Paweł I, który wstąpił na tron po śmierci Katarzyny. W roku 1797 Kościuszko wyjechał z Rosji, by ponownie zawitać do Ameryki. Nie przebywał tam jednak długo i w roku następnym podążył do Francji na wieść o walkach toczonych przez Polaków pod jej sztandarami.

Sytuacja legionów polskich żywo go jednak zaniepokoiła. Zażądał uregulowania ich statusu prawnego, na co władze francuskie nie chciały się zgodzić.

Podczas kilkunastoletniej epopei napoleońskiej Kościuszko pozostał na uboczu. Nie wierzył w dobre intencje Bonapartego w stosunku do Polski i żądał gwarancji, których nie uzyskał. Opowiadał się w tym czasie za walką o własnych siłach w imię niepodległej Rzeczypospolitej.

Ostatnie lata życia spędził w Solurze w Szwajcarii, gdzie zmarł 15 października 1817 r.

Chorąży Wojciech Głowacki (Bartos) (ok. 1758-1794)

Postać Wojciecha Głowackiego spłata się nierozłącznie z działalnością Tadeusza Kościuszki. Właśnie na przykładzie osoby Bartosa uwidacznia się najpełniej stosunek Naczelnika do chłopów: dążenie do uczynienia ich prawdziwymi obywatelami Rzeczypospolitej, przyciągnięcia ich do spraw życia narodowego, wypełnienia nimi szeregów wojska. Nic dziwnego, że w latach późniejszych niejednokrotnie nawiązywano do osoby Głowackiego, widząc w nim symbol chłopa-żołnierza i chłopa-obywatela.

Bartos urodził się we wsi Zakrzewie koło Skalbmierza. Potem w nie znanych bliżej okolicznościach — być może jako zbieg — przeniósł się do Rzędowic, stanowiących własność księcia Szujskiego. Był tam chłopem pańszczyźnianym, gospodarującym na 9 morgach gruntu.

Odznaczał się Bartos charakterem nieustępliwym. Nie raz zapewne występował przeciwko ciężarom pańszczyzny, gdyż rządca i ekonom nie lubili go i nie nazywali inaczej jak „łysuniem, zuchwalcem i zawalidrogą”.

Nieprzypadkowo też znalazł się Bartos w liczbie tzw. rekrutów dymowych, kierowanych do wojska zgodnie z rozkazem Naczelnika z dnia 24 marca 1794 r. W ten sposgb postarano się pozbyć niewygodnego człowieka.

Zjawił się więc Bartos, uzbrojony w kosę osadzoną na pięciołokciowym drągu, dnia 3 kwietnia w obozie kościuszkowskim w Koniuszy. Już nazajutrz wypadło mu stanąć do boju.

4 kwietnia pod wsią Racławice wojsko Kościuszki starło się z oddziałem prowadzonym przez carskiego generała Tormasowa. Wśród zaciekłej walki Naczelnik otrzymał wiadomość, iż zbliża się druga kolumna carska, generała Denisowa. W tych warunkach Kościuszko postanawia osiągnąć rozstrzygnięcie przed nadejściem nowych sił wroga. Do ataku rzuca swoje ostatnie rezerwy — batalion piechoty i kosynierów.

Naczelnik osobiście wyprowadza na otwartą przestrzeń oddział 320 chłopów i wskazuje szablą cel ataku — 3-dzia- łową baterię rosyjską. Odległość do niej nie była wielka, lecz droga wiodła przez zupełnie otwarte pole. Chłopi rozsypali się na nim hurmą najeżoną kosami. Armaty były naładowane — salwa kartaczy kładzie 16 zabitych i rannych. Kanonierzy gorączkowo rychtują działa, by strzelić na nowo…

Szturm trwał wśród nieustannego krzyku. Działa rosną w oczach. Teraz kartacze zniosłyby połowę biegnących, złamały natarcie… Bartos dobywa resztek sił. Wysuwa się znacznie do przodu. Już artylerzyści skończyli ładować, już sięgają po lonty. Ale w tej chwili Bartos wpada na baterię. Kosą zwala najbliższego kanoniera i krakuską zakrywa zapał, gasząc tlący się już lont. Mierzą ku niemu bagnety carskich żołnierzy, lecz ratują go kosy towarzyszy.

Pierwsze trzy działa zostały zdobyte. Ale szturm idzie dalej. Atakujący w ciągu paru minut „rów wielki i długi, wzdłuż lasu tam będącego, trupami napełnili. Dalej 8 armat odebrali, 5 ciężkiego, 3 lekszego kalibru”.

Atak kosynierów i zdobycie całej artylerii rosyjskiej rozstrzygnęły bitwę. Tormasow został pobity, zanim Denisów zdążył przyjść mu z pomocą.

Czyn Bartosa został wyróżniony przez Naczelnika. Dnia 8 kwietnia, po wkroczeniu do Krakowa, Kościuszko mianował go chorążym grenadierów krakowskich, osobiście zawieszając mu szarfę na piersi. Jednocześnie otrzymał nowo kreowany oficer nazwisko Głowacki — od nazwiska panieńskiego swej matki. Natomiast sprawa nobilitacji Głowackiego nie jest naukowo udokumentowana.

W kilka dni potem, 13 kwietnia, w obozie pod Bosuto- wem Naczelnik wydaje specjalną odezwę „o względy dla walecznego Wojciecha Głowackiego”, który „okazał męstwa swego dowody, pierwszy skoczywszy na baterię nieprzyjacielską”.

Od tej chwili w życiu Głowackiego zaczyna się nowy okres. Potrafił on z godnością nosić swój nowy tytuł, stanowił zachęcający przykład do naśladowania dla innych. Wróciwszy na kilka dni do domu kazał zawołać do siebie ekonoma, a gdy ten zapytał „Co pan Głowacki każe?” — miał mu odpowiedzieć drwiąco: „Acha! Teraz mi mówisz panie, a przedtem gadałeś »łysuniu«!” Podobnie było, gdy w obozie jeden z oficerów, niejaki Bogucki, zaczął się wyśmiewać z jego nędznego konia. Na to Głowacki wyciągnął batog i potrząsając nim miał powiedzieć: „Panie młodziku, wejże ze mnie nie kpijcie, bo jak was tem liznę, to wam się żartów odechce!”

Zarówno awans Głowackiego, jego postawa, jak i wypowiedzi były szeroko wśród chłopów komentowane, zyskując mu najszerszą popularność. Układano nawet pieśni na jego cześć.

Nie sądzone jednak było chorążemu Głowackiemu długo służyć pod Naczelnikiem Kościuszką. Dnia 6 czerwca dochodzi pod Szczekocinami do nieszczęśliwej bitwy z połączonymi siłami wojsk carskich i pruskich. W bitwie tej do odpierania ataków piechoty i jazdy wroga kilkakrotnie użyci zostali kosynierzy, wsławiając się męstwem i zysku

jąc uznanie nawet w oczach nieprzyjaciela. Podczas jednego z przeciwnatarć Wojciech Głowacki „śmiertelnie pleizerowany został”. Zmarł w trzy dni potem podczas odwrotu przez Kielce i został pochowany na miejscowym cmentarzu katedralnym.

Pułkownik Jan Kiliński (1760-1819)

Jan Kiliński jest obok Wojciecha Głowackiego najbardziej popularną i symboliczną postacią powstania kościuszkowskiego. O ile czyn Głowackiego stanowił zapowiedź, że chłop stać się może również świadomym obrońcą ojczyzny, o tyle udział Kilińskiego w powstaniu oznaczał, iż duża część mieszczaństwa włączyła się już aktywnie do obrony zagrożonej niepodległości Polski. Kiliński z równym zapałem i aktywnością walczył o wolność kraju, jak i o równouprawnienie mieszczan. Ci dwaj bohaterowie powstania 1794 r. symbolizowali konieczność połączenia walki o wolność Polski z niezbędnością reform społecznych, które mogły tylko zabezpieczyć niepodległość Rzeczypospolitej.

Kiliński urodził się w wielkopolskim Trzemesznie jako syn majstra murarskiego. Po ukończeniu miejscowej szkółki wykształcił się w zawodzie szewca. Wkrótce jednak poczuł, iż zbyt ciasno jest mu w rodzinnym miasteczku i mając 20 lat przeniósł się do stolicy. Dzięki niespożytej energii, zdolnościom i pracowitości w kilka lat zdobył pozycję wśród rzemieślników warszawskich, zostając mistrzem cechowym. „Przystojny, ubrany z elegancją po polsku, ugrzeczniony i układający dowcipne wierszyki, pozyskał liczną klientelę”. Dorobił się też szybko, czego wyrazem stało się zakupienie przez niego kamienicy na Szerokim Dunaju. Stał się bardzo popularny wśród mieszczan i w rezultacie w 1791 r. został deputatem Starego Miasta, a w roku następnym radnym miasta Warszawy.

Do spisku przygotowującego powstanie wciągnięty został w marcu 1794 r. Wkrótce stał się jego filarem, pozyskując dla sprawy narodowej wciąż szersze kręgi mieszczan warszawskich. Spiskowcy z uwagą śledzili wiadomości napływające z południa kraju, od Kościuszki. Wkrótce miały się one ucieleśnić w postaci listu, który Naczelnik przysłał Kilińskiemu. Kościuszko pisał m.in.: „Wiem ja o tym bardzo dobrze, o czem Waćpan rozmyślasz i co robić będziesz… a zatem światło do Waćpana piszę, ufając że twój zamiar jak najprędzej przedsięwziąć raczysz i że nam szczerze dopomagać będziesz”.

Słowa te stały się dla Kilińskiego zachętą do jeszcze energiczniejszej pracy. Dom jego stał się miejscem spotkań i narad cywilnych oraz wojskowych spiskowców, na których zaprzysięgano nowych członków i ustalono konkretny program działania.

Dużą zasługą Kilińskiego było rozpoznanie zamiarów ambasadora carskiego Igelstroma dokonania pacyfikacji Warszawy w czasie rezurekcji, tj. 19 kwietnia 1794 r. Aby je pokrzyżować, Kiliński zaproponował rozpocząć powstanie na dwa dni przed tym terminem. Na tajnym zebraniu 13 kwietnia, po przedstawieniu zamysłów carskiego ambasadora, Kiliński zaapelował do obecnych: „Więc czegóż więcej spodziewać się nam potrzeba, jak tylko haniebnej śmierci; a ma ona być dla nas zgotowana, to lepiej zgotujmy ją dla tych najezdników ziemi naszej, którzy ją na trzy części rozszarpali i jeszcze pragną naszych łupów i ostatniej krwi naszej11. Projekt Kilińskiego został przyjęty.

Już od wczesnego świtu 17 kwietnia Kiliński znalazł się na ulicy i odegrał pierwszoplanową rolę jako organizator ludu w walce. Przebiegał Warszawę wzdłuż i wszerz zagrzewając do boju lub nawet bezpośrednio włączając się do akcji. Dzięki niezwykłej popularności wezwania jego spotykały się zawsze z najżywszym odzewem. I tak na Muranowie przyczynił się do zdobycia 9 armat, następnie walczył pod pałacem Igelstroma na Miodowej, organizował na Krakowskim Przedmieściu pomoc dla nacierających od Nowego Światu żołnierzy pułku Działyńskiego. Potem na Grzybowie, Miodowej i Krakowskim Przedmieściu wydawał wciąż nowe polecenia i rozkazy. Umęczył się też w końcu nasz mistrz bez reszty, gdyż jak pisze w swoim pamiętniku: „bom już był dwie nocy nie spał, a drugie to, żem już był niesumiennie głodny i pod podeszwami pęcherze mi się porobiły i dlatego chciałem pójść do domu”. Nic jednak z tych zamiarów nie wyszło, gdyż napotkani przechodnie wśród okrzyków pochwycili go na ręce i ponieśli triumfalnie na ratusz. Wspominając o tym Kiliński smętnie dorzuca: „Najbardziej mnie gniewało, że tak strasznie krzyczeli wiwaty, a ja biedny jeszcze był nie jadł, a ci mnie wiwatem karmili”.

Również najbliższa noc, choć przyniosła przerwę w walkach, nie pozwoliła Kilińskiemu wiele wypoczywać. Wybrano go dowódcą straży zamkowej, niby to dla ochrony, a faktycznie pilnowania króla. Stanisław August niechętnie przyjął Kilińskiego, a dowiedziawszy się, iż jest szewcem, odwrócił się od niego ze wzgardą. W odpowiedzi rozsierdzony Kiliński wypił demonstracyjnie za zdrowie Kościuszki i strzelił na wiwat z pistoletu.

18 kwietnia nastąpiła likwidacja zajmowanych jeszcze przez wroga punktów oporu i ostateczne wyzwolenie Warszawy. Najważniejsze było zdobycie pałacu Igelstroma, w którym Kiliński wziął aktywny udział przy wyłamywaniu bram i walce we wnętrzu pałacu.

Bił się Kiliński aż do godzin nocnych, uczestnicząc na koniec w wypędzeniu Prusaków z zachodnich krańców miasta. „Tak się nam szczęśliwie udało — pisze o tym — że Prusacy wpadli we dwa ognie; konnica wpadła na nasze armaty, a jegry wpadli na nas samych obywateli, gdzieśmy na placu mieli 1800 zabitych, 113 było rannych, a reszta uciekła. Więc to takie przywitanie mieli od nas Prusacy”.

W wyzwolonej Warszawie Kiliński stanął aktywnie do pracy publicznej jako radny miejski i członek Rady Zastępczej Tymczasowej. Bronił w niej gorliwie praw i interesów ludu, opowiadając się jednocześnie za ukaraniem zdrajców. Z ramienia Rady aresztował głównych jurgieltników i zauszników carowej, a następnie przyczynił się do wydania na nich wyroków śmierci.

Jako jeden z nielicznych przedstawicieli mieszczaństwa wszedł następnie do Rady Najwyższej Narodowej. 28 maja na jej inauguracyjnym posiedzeniu wystąpił z żądaniem, „ażeby obywatele stanu miejskiego do Rady Najwyższej Narodowej w równej liczbie z obywatelami stanu szlacheckiego dopuszczonymi zostali.”

Radykalizm i wielka popularność Kilińskiego stały się solą w oku umiarkowanych działaczy szlacheckich. Postanowiono wyeliminować Kilińskiego z życia publicznego wyjednując mu u Naczelnika Kościuszki nominację na pułkownika z zadaniem sformowania 20 pułku piechoty. Początkowo Kiliński przyjął to zadanie bez entuzjazmu, lecz potem wciągnął się do pracy i własnym sumptem uzbroił i umundurował prawie 2000 żołnierzy, rekrutujących się spośród młodzieży mieszczańskiej. Jednocześnie sam przygotowywał się do swej pułkownikowskiej funkcji. „Gdy mi krawcy kończyli mundury — wspomina — ja tymczasem brałem lekcje; kazałem się uczyć musztry i komenderowania, których wtenczas nie umiałem. Więc prawie po całych nocach nie sypiałem, nie chcąc być tytułowym pułkownikiem, ale czynnym…”

Wkrótce nowo kreowany pułkownik zyskał pochwałę Naczelnika za sprawne uformowanie doskonale prezentującego się pułku. 20 pułk nie zawiódł również w boju, broniąc stolicy przed oblegającymi ją Prusakami. Sam Kiliński aktywnie uczestniczył w tych wałkach, wynosząc z nich dwie rany.

W ostatecznym rezultacie Prusacy musieli odstąpić od murów Warszawy. W swym pamiętniku Kiliński tak pisze o tym wydarzeniu: „A gdy już byłem przez felczerów opatrzony, pojechałem do moich obywateli, którzy mnie z wielkim okrzykiem przywitali i jeszcze powtórnie zakomenderowałem na tęż… bateryę, którą w pół godziny zdobyliśmy… Prusaków pędziliśmy całe półtrzeciej mili, a wszędzie było trupa pełno, i pokazaliśmy królowi pruskiemu, iż jest ciasna droga do naszej Warszawy…”

Triumf ten nie trwał jednak długo. Wkrótce przyszła klęska maciejowicka. Szukając jeszcze sposobów ratunku następca Kościuszki, gen. Mokrzycki, wyprawił m.in. Kilińskiego do Poznania celem wywołania powstania w tym mieście. Jednakże ledwie ruszył on w drogę, dobiegła go wieść o upadku Pragi. Wrócił więc do Warszawy, a następnie wziął udział w ogólnym odwrocie wojsk polskich. Zboczył jednak z drogi i przedostał się w swe strony rodzinne, gdzie jednak aresztowali go Prusacy i wydali następnie w ręce żądnej zemsty carowej Katarzyny. Ta zaś poleciła osadzić go w twierdzy Pietropawłowskiej, gdzie był szczególnie źle traktowany.

Wolność przywrócił Kilińskiemu dopiero następca Katarzyny, car Paweł I. Podczas drogi powrotnej Kiliński schorowany i bez środków do życia zatrzymał się w Wilnie. Tutaj znowu poniósł go zapał i przystąpił do tajnego sprzysiężenia. Wykryto je jednak wkrótce i Kiliński ponownie powędrował na zesłanie w głąb Rosji.

Do kraju wrócił w 1798 r. W okresie Księstwa Warszawskiego był radnym miejskim w stolicy. W czasach Królestwa Kongresowego uzyskał pułkownikowską emeryturę i żył otoczony powszechnym szacunkiem. Jan Kiliński zmarł w styczniu 1819 r., a pogrzeb jego przekształcił się w wielką manifestację patriotyczną.

Opracowanie: Leon Baranowski
Buenos Aires, Argentyna