ZABIJĄ CIĘ DLA TWOJEGO ZDROWIA

Nr 45 (954), tygodnik, 7-13 listopada 2025 r. – gazeta warszawska

„Ludzie, którzy zamknęli cię w domu i zmusili do noszenia maski i szczepień, tak naprawdę nie przejmują się tym, czy masz astmę. W ogóle nie przejmują się twoim samopoczuciem. Podobnie, nie chodzi o zmiany klimatu. Ci puszący się idioci, którzy latają prywatnymi odrzutowcami na globalne szczyty z cateringiem, troszczą się o planetę mniej więcej tak samo, jak o ciebie”. Oni chcą informacji. I chcą kontroli.

Od czasu do czasu, nawet na łamach mainstreamowych mediów, ukazują się teksty krytykujące to, co dziś stało się dla wielu (większości?) niepodważalnym w żaden dający się pomyśleć sposób dogmatem i kultem: dogmatem właściwego odżywiania się i kultem zdrowia. Już dawno temu, czyli w czasach młodości, usłyszałem zdanie, że dziś lekarz zastąpił księdza, a medycyna teologię. „Dziś”, czyli w latach 70. Przez pół wieku proces i przyspieszył, i rozwinął się „do stopnia niesłychanego”. Jednak, jak już się rzekło, czasami nawet najwyżsi kapłani kultu, politrucy w randze redaktorów naczelnych mainstreamowych mediów, dadzą dojść do głosu innowiercom, heterodoksom, kacermistrzom, odmieńcom jednym słowem.

Spoza mainstreamu
Jakiś czas temu w The „Guardian” publicystka i influencerka lone Gambie zauważyła, że jej pokolenie jest zafascynowane kultem dobrego samopoczucia – „ale całe to dążenie do bycia najlepszą wersją siebie może być niebezpieczne Ludzie są zafascynowani myślą, że bycie zdrowym to najbardziej imponująca rzecz, jaką można zrobić”.
Jesteś zdrowy, musisz być zdrowy, twoim obowiązkiem jest być zdrowym. Bycie chorym albo chorowitym to objaw zlekceważenia tego obowiązku. „Wydaje się, że doszliśmy do wspólnego założenia, że jeśli aktywnie nie zapobiegasz chorobom, jesteś nieodpowiedzialnym nihilistą. Nie wystarczy już po prostu radzić sobie z chorobą w momencie jej pojawienia się – musirny aktywnie z nią walczyć przez cały czas”.
Wellness (pomyślność) to określenie oznaczające stan równowagi umysłu, ciała i ducha człowieka, w których panuje uczucie ogólnego dobrobytu. Wellness to styl życia, oparty na regularnych praktykach, taldch jak zdrowa dieta, aktywność fizyczna, techniki relaksacyjne i dbanie o umysł. Jednak dziś wellness to już nie jest określony styl życia, jeden z wielu, kiedyś wybierany zazwyczaj przez hipochondryków, albo przemijająca moda ludzi młodych. To nowa religia z kapłanami (specjalistami od „diety cud”, trenerami personalnymi na siłowniach i fitnessach, psychoterapeutami), „liturgią” (programami treningowymi, dietetycznymi) i „konfesjonałem” (ile razy „zgrzeszyłem” przeciw zasadom świętego Wellnessa). „Niegdyś był to niszowy styl życia, promowanym przez gwiazdy Hollywood, takie jak Gwyneth Paltrow i Kourtney Kardashian, obecnie powszechne stało się korzystanie z praktyk, które wiele osób kiedyś by wyśmiało [podk. R.K.]: oczyszczające soki, kroplówki witaminowe i sesje jogi o wschodzie słońca”. Te ceremonie zastąpiły zdrowy rozsądek wyrażający się w starym powiedzeniu „jemy, aby żyć, a nie żyjemy, aby jeść”. Jeść to, co zostanie nam narzucone jako jedynie słuszne, zdrowe, ekologiczne, bez konserwantów, bez sztucznych dodatków i barwników oraz, co oczywiste, bez cukru. Ten, kto wymyślił slogan „cukier krzepi” (Melchior Wańkowicz), niebawem okrzyknięty zostanie większym złoczyńcą ludzkości niż twórca gazu musztardowego. „Jesteśmy zachęcani do brania pod uwagę naszego zdrowia i dobrego samopoczucia jako czynnika decydującego o każdej podejmowanej decyzji i nieustannie poszukujemy sposobów na poprawę naszego życia. W XXI w. dobre samopoczucie zastąpiło religię jako moralny drogowskaz, którym kierujemy się w życiu. Nie unikamy już grzechu z obawy przed wykluczeniem z nieba; zamiast tego unikamy niezdrowych zachowań z obawy przed tym, że nas rozchorują [podk. R.K.]”.
Powołując się na portal Les Mills pani Gambie pisze: „Millenialsi piją alkohol rzadziej niż poprzednie pokolenie, podczas gdy Generacja Z pije o 20 proc, mniej niż millenialsi, a 87 proc, z nich ćwiczy więcej niż trzy razy w tygodniu. Palenie nie jest już modne, rekreacyjne zażywanie narkotyków jest dla nieudaczników, a bycie «dobrym» to najbardziej imponująca rzecz, jaką można dla siebie zrobić. Sugeruje się, że kluczem do szczęśliwego życia jest dobre samopoczucie – a zadowolenie jest niemożliwe bez dobrego zdrowia”.

Healthism czyli „zdrowieizm”
Jednak na temat histerii, w jaką jako społeczeństwo popadliśmy za sprawą mocnego osłabienia wiary w życie wieczne i wartości wyższe, oraz bazującej na tym, bez cienia litości, propagandzie głoszącej, że „człowiek jest tym, co je” (a postępowi radykałowie to nawet uważają, że „tym, co strawi”) pi-szą również na mainstreamowych portalach (nie podnosząc, rzecz jasna, wątku metafizycznego).
Na stronie Uniwersytet SWPS z siedzibą w Warszawie znajdziemy artykuł pani Joanny Zapały, psychologa klinicznego, w którym wyłuszcza, czym jest neologizm zdrowieizm i co się z tym wiąże (napisać „i co się z tym je”, byłoby niezamierzoną cienką ironią). Joanna Zapała cytuje opinię profesora medycyny Petra Skrobanka, krytyka przesadnego skupienia się na zdrowiu: „Dążenie do zdrowia jest objawem braku zdrowia. Kiedy to dążenie przestaje być osobistym pragnieniem, a staje się częścią ideologii państwowej, w skrócie healthismu [zdrowieizmu], staje się objawem choroby politycznej”. Deklarowanym celem healthismu jest „zdrowie narodu z ukrytą obietnicą szczęścia dla wszystkich”. Autorka zauważa, iż obecnie „bycie zdrowym staje się politycznie poprawne”. Jakie mogą być konsekwencje tego typu życiowej filozofii? „Na przykład przemysł dietetyczny i fitnessowy, warty po 20 miliardów dolarów, próbuje przekonać ludzi, że łykając tabletki, stosując diety i programy fitness, będą żyć dłużej”.
Czy jest to kłamstwo? Prawdopodobnie nie. Jest wiele prawdy w tym, że jeśli poddamy się lansowanemu reżimowi zdrowotnemu, „przybędzie” nam kilka lat życia. Jednak, zauważa autorka, nawyki nie są trwałe. „Badania cytowane przez amerykańskiego pisarza i pedagoga Dana Buettnera, który interesuje się długowiecznością, sugerują, że dieta sprawdza się zaledwie u dwóch procent osób, które podejmują tego typu zdrowe zachowania. Ludzie trzymają się regularnych ćwiczeń przez zaledwie dziewięć miesięcy i przyjmują różne tabletki przez mniej niż trzy lata”.

 

Ortoreksja i bigoreksja – choroby na zdrowie
Joanna Zapała jest psychologiem i jako psycholog właśnie tłumaczy: „Kiedy zdrowe odżywianie staje się obsesją, w połączeniu z przekonaniem, że rygorystyczna i super zdrowa dieta zapobiegnie chorobom związanym ze stylem życia, mamy do czynienia z ortoreksją. Ortoreksja to forma zaburzenia psychicznego, w której przekonanie, że tylko określony rodzaj diety jest zdrowy, często prowadzi do konfliktów z innymi ludźmi, izolacji i skupienia się na wszystkim, co wiąże się z przygotowywaniem i spożywaniem posiłków”. Media nie ułatwiają wyzwolenia się z tej swoistej „choroby na zdrowie”. Przeciwnie – coraz więcej reklam, coraz więcej filmów umacnia „ortorek-syków” w przekonaniu, że obrali dobry kurs, podczas gdy tak naprawdę jest inaczej. Kurs na takie zdrowie, jakie lansują korporacje poprzez suto opłacane media, jest drogą donikąd. Szlakiem ciągłych frustracji. „Ideały ciała promowane przez media masowego przekazu zwiększają lęk przed akceptacją społeczną i prowadzą do kolejnych prób stosowania różnych diet w celu uzyskania idealnej sylwetki”.
W dobie wszechobecnego szaleństwa fitnessu, kolejnym objawem niezdrowej równowagi między zdrowym stylem życia a chorobą jest bigo reks ja, czyli obsesja na punkcie kulturystyki. Około 10 proc, mężczyzn, uprawiających intensywne kulturystykę, cierpi na to zaburzenie. Zazwyczaj objawy obejmują zaburzony obraz własnego ciała, stosowanie ścisłej diety, częste pomiary sylwetki oraz przyjmowanie sterydów – tłumaczy cytowana psycholog. Jako przykład na ten stan rzeczy przytoczmy wyniki badań zawartych w artykule „Niezdrowe zachowania zdrowotne: analiza tendencji ortorektycznych wśród węgierskich bywalców siłowni” opublikowanym w czasopiśmie „Eating and Weight Disorders – Studies on Anorexia, Bulimia and 0besity”(2019). Badanie objęło bywalców siłowni na Węgrzech. Wykazało ono występowanie tendencji ortorektycznych i zaburzeń odżywiania u znaczącej grupy ćwiczących. Zjawiska te były silnie skorelowane z wiekiem – im młodszy wiek, tym wspomniane tenden-cji były bardziej widoczne. Ludzki organizm traci na „niezdrowym zachowaniu zdrowotnym”. Kto zyskuje? Koncerny specjalizujące się w przemyśle „prozdrowotnym”.

Zdrowe zastraszone bydło do zagrody
Dlaczego o tym piszę? Bo tylko w takiej atmosferze można ludziom sprzedawać wszystko to, co łączy się z pojęciem „ślad węglowy” i skłaniać, aby bez protestu przepłacali zakupowany towar lub usługi, na które, nienapompowani indoktrynacją prozdrowotną, nawet by nie spojrzeli. A gdyby już, to tak jak na osobliwości freak showów – wiedzeni zwierzęcą ciekawością. Skoro już tyle wysiłku włożą w swój „dobrostan” to przecież nie po to, aby żyć na „płonącej” planecie, zanieczyszczonej wyziewami nieodnawialnych źródeł energii. To oczywiste. Więc dla „dobra planety” zrobią tyle samo co dla osobistej zdrowotności i kondycji. Może nawet ciut więcej. Skoro z własnej nieprzymuszonej przecież woli pozbyli się smaku życia niezaprogramowa-nego (dla zdrowia panie, dla zdrowia) to z równą łatwością i ochotą wejdą w kierat nakazów, zakazów, regulacji, monitorowań, których przecież naczelnym hasłem też jest zdrowie, długowieczność i nieustanna walka z C02, wrogiem dobrostanu ludzi i planety.
Kit Knightly w Off-Guardian informuje swoich czytelników, że media głównego nurtu chcą, żebyś bał się o „jakość powietrza w domu”. Wyjaśnia też dlaczego. Opublikowany niedawno raport wzywa rząd Wielkiej Brytanii do „podjęcia działań” w sprawie jakości powietrza w kraju. To nie pierwszy raz w ostatnich latach, kiedy temat „jakości powietrza” trafił na pierwsze strony gazet, zauważa publicysta. „Naukowcy w najnowszym artykule alarmują, że zła jakość powietrza jest powiązana z chorobami serca, w innym, opublikowanym zaledwie wczoraj, mowa jest o raku płuc u osób niepalących. Wcześniej chodziło o wczesną demencję lub depresję. Obok propagandy «poważnego problemu» istnieje dekoracja, szum informacyjny, który sprzedaje ideę, traktując ją jak niepodważalne założenie”. Oczywiście „założenie naukowe”, bo bez tego przymiotnika takie alarmy nigdy się nie obejdą.
Mnożą się artykuły podpowiadające, jak poprawić jakość powietrza w domu i w biurze. Jakie urządzenia stosować, jakie filtry. „Wiesz, o co chodzi. Towarzyszy temu powódź «recenzji» (czy raczej rozwlekłych reklam) nowych «inteligentnych» monitorów powietrza, które mają przynieść bardzo krótkiej liście bardzo przewidywalnych firm DUŻO pieniędzy”.

Raport raportuje
Wspomniany dokument nosi tytuł: „Czystsze, zdrowsze i lepsze do oddychania powietrze w Wielkiej Brytanii: Plan działań rządu na rzecz czystego powietrza”. Pierwszą „rekomendacją” w raporcie jest nowa „Ustawa o czystym powietrzu”, którą nazwano „Prawem Elli” na cześć młodej dziewczyny, która zmarła na astmę w 2013 r. i była pierwszą osobą w Wielkiej Brytanii, której akt zgonu zawierał wzmiankę o „zanieczyszczeniu”. „Prawo Elli” ma na celu uczynienie „prawa do oddychania czystym powietrzem” prawem chroniony. „[Wzywamy] rząd do wprowadzenia do brytyjskiego ustawodawstwa prawa do czystego powietrza, jako podstawowego prawa człowieka”. Kit Knightly komentuje ten postulat tak: „Nie jestem pewien, co to dokładnie oznacza, ale wyobrażam sobie, że naraziłoby to «zanieczyszczających» na oskarżenia o łamanie praw człowieka i pozwy cywilne”.
Według raportu nowe prawo powinno również stosować zasadę ostrożności, stawiając zdrowie na pierwszym miejscu, nawet w obliczu niepewności naukowej. „Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że należy podjąć działania, dla których nie ma żadnego poparcia naukowego lub które są wręcz sprzeczne z nauką” – pisze publicysta. Ponadto ustawa będzie wymagać od rządu… dostarczania społeczeństwu aktualnych i wysokiej jakości informacji o jakości lokalnego powietrza w sposób umożliwiający łatwą komunikację na temat negatywnych skutków dla zdrowia.  W praktyce oznacza to dalszy rozwój propagandy prozdrowotnej i straszenia ludzi.

W zagrodzie jest ciepło i bezpiecznie
Światowe Forum Ekonomiczne również dorzuca swoje do propagandowego kotła. Jeden z najnowszych artykułów WEF nosi wymowny tytuł: „Dlaczego jakość powietrza w pomieszczeniach zamkniętych musi być globalnym priorytetem zdrowotnym”. Aby nadać priorytet poprawie jakości powietrza w pomieszczeniach zgodnie z wytycznymi WHO, potrzeba więcej danych o jego jakości. To z kolei oznacza zwiększenie monitoringu. „Monitorowanie jakości powietrza w pomieszczeniach nie jest łatwe i tradycyjnie wymagało drogich narzędzi. Nowe, niedrogie czujniki i inteligentne urządzenia Internetu Rzeczy (loT) okazały się skutecznym rozwiązaniem. Inteligentne monitory jakości powietrza. Wszyscy powinniśmy mieć taki monitor i pozwolić mu raportować jakość powietrza rządowi, aby mógł on «podjąć niezbędne interwencje»”. Można się spodziewać, że wkrótce będą one wymagane we wszystkich nowo wybudowanych budynkach, a firmy/samorządy lokalne, które wdrożą ich stosowanie, otrzymają ogromne dotacje. Dlatego szacuje się, że rynek tych urządzeń osiągnie wartość 10 mld doi. w ciągu najbliższej dekady, kontynuuje rozważania publicysta „Off-Guardian”. Europejski Sojusz na rzecz Zdrowia Publicznego domaga się „specjalnych, zharmonizowanych unijnych ram dotyczących jakości powietrza w pomieszczeniach”, nazywając „zdrowe powietrze” prawem człowieka. Organizacja Narodów Zjednoczonych powołała niedawno Globalną Komisję ds. Zdrowego Powietrza w Pomieszczeniach; trwają już prace nad „Globalnymi Ramami Działania”, które zostaną opublikowane w przyszłym roku.
Co z tego wynika? Publicysta nie ma wątpliwości: „Dane i posłuszeństwo wobec władzy. O to właśnie chodzi. Tak, przykro mi, że muszę kogoś rozczarować; tak naprawdę nie chodzi o ataki astmy. Ludzie, którzy zamknęli cię w domu i zmusili do noszenia maski i szczepień, tak naprawdę nie przejmują się tym, czy masz astmę. W ogóle nie przejmują się twoim samopoczuciem. Podobnie, nie chodzi o zmiany klimatu. Ci puszący się idioci, którzy latają prywatnymi odrzutowcami na globalne szczyty z caterin-giem, troszczą się o planetę mniej więcej tak samo, jak o ciebie”. Oni chcą informacji. I chcą kontroli. Przez dekady tworzyli system. Maszynę tak zaprogramowaną, by zdobywać jedno i drugie, na zawsze. „Ten system wymaga, że-byśmy mówili mu wszystko i żeby wszyscy byli od niego zależni… we wszystkim. Muszą wiedzieć wszystko, co robisz, jak to robisz i dlaczego. Co ważniejsze, potrzebują, żebyś się z tym pogodził, przyjął to z otwartymi ramionami, a nawet im za to podziękował. Chcą, żebyś wiedział, że to jest bezpieczne, normalne i jedyne, w jaki sposób działa świat”.

publikuje: Aron Kohn – Izrael Hajfa