
Nr 41 (950), tygodnik, 10-16 października 2025 r. – gazeta warszakska
Donald Trump dokonał tyleż śmiałego, co niezwykle potrzebnego czynu – rzucił wyzwanie globalistom i wyznaczonym przez nich trendom, niszczącym Amerykę i Europę. Przemówienie prezydenta najpotężniejszego na świecie państwa obiegło cały świat, stając się przedmiotem niezliczonych i niekończących się komentarzy.
„W tym tygodniu Trump wygłosił miażdżące przemówienie przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Praktycznie obnażył przed całym światem globali-styczny program”, informował, nie bez satysfakcji, publicysta The Libert Sentinel. Przemówienie prezydenta Trumpa trwało 56 minut i było wielowątkowe. Choć kilka wątków wybijało się na pewno. O nich jest ten tekst.
Mowa jak salwa
23 września 2025 r. prezydent Donald Trump po raz piąty wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. W poprzednich mowach na forum Narodów Zjednoczonych prezydent Ameryki sygnalizował politykę i priorytety, które miały ogrornne znaczenie dla NZ. W tym roku było podobnie, co nie znaczy – tak samo. Bowiem na 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego, prezydent Donald Trump dokonał tyleż śmiałego, co niezwykle potrzebnego czynu – rzucił wyzwanie globalistom i wyznaczonym przez nich trendom, niszczącym Amerykę i Europę. Przemówienie prezydenta najpotężniejszego na święcie państwa obiegło cały świat, stając się przedmiotem niezliczonych i niekończących się komentarzy. Zapewne trafi do annałów historii, bowiem uderzyło w kręgosłup współczesnej polityki światowej – globalny system utworzony z sieci powiązanych ze sobą ludzi i organizacji, które choć kształtują realia świata, za nic nie odpowiadają, tworząc deep State-, głębokie, niewidzialne państwo.
Strona internetowa Białego Domu, pisała tego dnia „[Prezydent Donald Trump] ostro skrytykował destrukcyjny globalizm, który napędza niekończące się konflikty i chaos na całym święcie. Podczas przemówienia prezydent Trump bez ogródek ogłosił amerykańską siłę, przedstawiając śmiałą wizję zjednoczenia suwerennych państw w obliczu prawdziwych zagrożeń, takich jak terroryzm, niekontrolowana migracja, wojna biologiczna i utrata tożsamości kulturowej”. Ameryka się budzi? Czy zrywa właśnie kajdany lewackich rojeń sprawiających, że kraj, który zawsze był symbolem wolności, zdrowego rozsądku i wiary wynikającej z Biblii, zaczął od kilku dekad poważnie słabnąć – duchowo i materialnie? Że jego dominacji ekonomicznej zaczynają zagrażać kraje wchodzące w skład BRICS-u, takie jak Chiny oraz Indie? Skoro tak, to patrzeć tylko, jak Chiny, symbol despotii komunistycznej, trzymającej ludność w karbach systemu zaufania społecznego, zaczną wyrastać ponad kraj, którego niepodległości i wolności jego mieszkańców bronili Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski.
Jeśli odpowiedzielibyśmy na te pytania pozytywnie, to nie powinna nas dziwić histeryczna reakcja mediów na to przemówienie. Wszak mainstream medialny zdominowany jest przez lewacką ideologię. Ta zaś powstała po to właśnie, aby zniszczyć cywilizację Zachodu, której przewodzi obecnie Ameryka. Wypowiedzi prezydenta uderzyły w sam nerw smoczego żmija. Obnażyły jego prawdziwe intencje. Nic też dziwnego, że zaczął się wić niby robak nadziany na haczyk.
Pierwsze oznaki walki z globalistycznym głębokim państwem
Przemówienie Trampa w tym zakresie, w jakim traktuje o polityce USA, jest właściwie relacją o tym, co prezydent USA już zrobił i co zamierza zrobić, aby pokonać „rząd cieni”. Zaraz po zaprzysiężeniu, a i przedtem, w czasie swej kampanii wyborczej, Donald Trump podkreślał, że podejmie walkę z globalistami oraz wszystkim tym, co globalizm stworzył, a co hamuje rozwój społeczeństw krępowanych regulacjami, wyrosłymi ze skrajnych ideologii: genderyzmu, klimatyzmu, osobliwie pojętej sprawiedliwości społecznej, wyrażającej się w walce z wykluczeniem i z „mową nienawiści”, w zrównoważonym rozwoju, w wie-lokulturowości i „ubogacaniu” przez nią społeczeństwa jednolicie kulturowego, jakim jest Europa. Bo przecież o „ubogacaniu” Azji (więcej Afrykańczyków w Azji) czy Afryki (więcej Azjatów w Afryce) nikt nie mówi. Sygnałem mogącym świadczyć o tym, że opór się rozpoczął, było wyzwanie rzucone przez administrację Trumpa „głębokiemu państwu” tuż po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta USA. Były ambasador
Polski w Stanach Zjednoczonych pan Marek Magierowski, powiedział że „warto zwrócić uwagę na to, jak często w retoryce Trumpa i jego najbliższych współpracowników pojawia się odniesienie do deep State. Bo to właśnie owo «głębokie państwo» w przekonaniu Trumpa hamowało i blokowało reformy, decyzje, plany, projekty, które chciał realizować. Teraz Trump zamierza wyciągnąć z tego wnioski”. Dlatego obsadza najwyższe stanowiska w swojej administracji ludźmi niepowiązanymi z głębokim państwem, takimi jak Pete Hegseth, który został sekretarzem obrony USA czy Robert Kennedy jr., mianowany sekretarzem w departamencie zdrowia. Podobnie z innymi resortami. Tam też prezydent umieszczał ludzi niepowiązanych z deep State.
Senat w walce z globalistami
W sierpniu The American Con-servative przeprowadził wywiad z Paulem Dansem, byłym dyrektorem Projektu 2025, zrodzonego w Heritage Foundation, konserwatywnym think thanku. Jest to plan działania mającego na celu wdrożenie obietnic wyborczych prezydenta Donalda Trumpa w życie. Obecnie pan Dans kandyduje do Senatu Karoliny Południowej, rywalizując z urzędującym republikaninem Lindseyem Grahamem, uważanym za przedstawiciela establishmentowego neokon-serwatyzmu, różniącego się od lewicy jedynie podejściem do amerykańskiego interwencjonizmu. Natomiast dzielącego z nią poglądy na takie tematy jak ekoterror, aborcja, deprawacja dzieci pod pozorem uświadamiania ich w sprawach seksualnych.
Jeden z dokumentów wchodzących w skład Projektu 2025 o nazwie Mandate for Leader-ship wzywa do zastąpienia pracowników służby federalnej osobami lojalnymi wobec Donalda Trumpa i do przejęcia partyjnej kontroli nad kluczowymi agencjami rządowymi, w tym Departamentem Sprawiedliwości (DOJ), Federalnym Biurem Śledczym (FBI), Departamentem Handlu (DOC) i Federalną Komisją Handlu (FTC).- Inne agencje, w tym Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) i Departament Edukacji (ED), zostałyby rozwiązane. Tyle na ten temat, posługując się danymi z Wikipedii. Natomiast
według Paula Dansa „Projekt 2025 zmienił historię dla konserwatystów, Stanów Zjednoczonych, a nawet całego świata. Wypowiedzieliśmy wojnę państwu administracyjnemu i zatrzasnęliśmy drzwi przed erą postępowców. Lewica rozpoczęła kampanię dezinformacyjną, ponieważ zdała sobie sprawę z egzystencjalnego zagrożenia, jakie niosła ona dla ich ustalonego porządku. Nawet prezydent Biden, odchodząc, błagał, aby Projekt 2025 nie został wprowadzony. Po tym, jak lewica próbowała przypisać prezydentowi Trampowi swój demagogiczny wizerunek Projektu 2025, ten i tak wygrał miażdżącą przewagą. Idee faktycznie promowane w Projekcie 2025 – przejrzysty, efektywny i ograniczony rząd, reagujący na wolę narodu – cieszą się, co nie dziwi, dużą popularnością wśród wyborców”.
Podczas wywiadu Paul Dans stwierdził, że idzie do Senatu Karoliny Południowej po to, aby przenieść tam wojnę z głębokim państwem. Przekonywał też, że choć udało się znacząco zmienić skład Izby Reprezentantów, jednak Senat pozostał w dużej mierze niezmieniony. „Pokonanie Grahama wywoła falę uderzeniową, która spowoduje upadek pozostałych kostek domina”, powiedział Dans i dodał rzecz ważną: „Kiedy
Tramp w zasadzie powiedział, że okłamano nas w sprawie Iraku, ujawnił, że głębokie państwo kieruje polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych, z niewielką przerwą od czasów Eisenhowera, i poza chwilowym zakłóceniem za rządów Reagana”.
1 października – govemment shutdown
Kiedy piszę ten tekst, środki masowego przekazu roztrąbiły wieść o „zamknięciu rządu”, choć niestety nie u nas, tylko w USA. Czyli stało się to, co od kilku dni przepowiadały media, jako nadchodzącą apokalipsę. Analizę tego, co wydarzy się po shutdownie, przedstawił jeden z portali dominujących w naszej części Internetu. Jej zawartość określił tytuł: „Czarny scenariusz dla USA. Tramp celowo prowadzi kraj ku katastrofie. Ekspert: Biały Dom chce «zadusić bestię»”. Od 1 października nastąpiło ograniczenie działania administracji do „niezbędnego” minimum (wojska, policji, kontroli ruchu lotniczego etc.). Wszystkie inne obszary władzy federalnej zaprzestaną działalności. Tym razem jednak eksperci obawiają się, że Trump celowo doprowadza USA do tej skrajnej sytuacji. Dla prezydenta ukrócenie administracji jest doskonałą okazją do przebudowy państwa amerykańskiego zgodnie z jego własnymi wyobrażeniami. Według wzmiankowanego portalu
człowiekiem stojącym za tym planem jest Russell Vought, „potężny dyrektor Biura Zarządzania i Budżetu Stanów Zjednoczonych”. Jak twierdzi w wywiadzie dla Politico Bill Hoagland, były wieloletni strateg Partii Republikańskiej, „wyraźnym zamiarem” Voughta jest „zaduszenie bestii [rządu federalnego]. Wie, jak grać w tę grę”. Polski portal dodaje: „Konsekwencje tych działań mogą okazać się najbardziej radykalne od dziesięcioleci”.
ONZ na ostrym wirażu
The National Interest, magazyn uważany za centrowy „z przechyłem na prawo”, prognozując 21 września 2025 r. treść wystąpienie Donalda Trumpa na forum
ONZ, podkreślił, że sądząc po wystąpieniu pani ambasador Dorothy Shea, pełniącej obowiązki przedstawiciela USA w ONZ, z początku września, nie będzie ono przyjemne dla oenzetowskiego szefostw. Pani ambasador powiedział wówczas: „ONZ czasami odchodziła od swojego pierwotnego mandatu. Teraz nadszedł czas na odważną reformę. Organizacja Narodów Zjednoczonych musi powrócić do swoich podstawowych celów”. Stany Zjednoczone, słowami Dorothy Shea, zaapelowały do ONZ o skupienie się na zachowaniu pokoju międzynarodowego i zapobieganiu konfliktom poprzez „przejrzyste, odpowiedzialne i nastawione na wyniki” działania pokojowe; o poszanowanie suwerenności i niezależności państw członkowskich oraz unikanie „narzucania uciążliwych regulacji lub polityk, które tłumią innowacyjność, utrudniają wzrost gospodarczy lub naruszają krajowe procesy decyzyjne”; oraz o obronę „praw naturalnych i niezbywalnych”, zwłaszcza „wolności wypowiedzi, zrzeszania się, pokojowych zgromadzeń i religii”. Z apelu pani ambasador wynika jednoznacznie, że według Białego Domu, ONZ zaniechała swych podstawowych zadań.
Ameryka dla Amerykanów, Europa dla Europejczyków
Przemówienie Trumpa w powyższym względzie było skonkretyzowaniem tego, co powiedziała pani Shea. ONZ nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale często samo jest ich źródłem. „Najlepszy przykład to najważniejsza sprawa polityczna naszych czasów, kryzys niekontrolowanej migracji”. UN nie tylko nie chce zaradzić temu zjawisku, ale jeszcze je podsyca. „Organizacja Narodów Zjednoczonych finansuje ataki na kraje zachodnie i ich granice. W 2024 r. ONZ przeznaczyła 372 miliony dolarów na pomoc pieniężną, aby wesprzeć około 624 000 migrantów podróżujących do Stanów Zjednoczonych. ONZ zapewniła również żywność, schronienie, transport i karty debetowe nielegalnym imigrantom, podążającym w stronę granicy USA”.
Tymczasem Ameryka jest dla Amerykanów „i zachęcam wszystkie kraje do zajęcia właśnie takiego stanowiska w obronie swoich obywateli”, powiedział Trump, wskazując jednocześnie, że ma tu na myśli kraje europejskie: „Niszczycie swoje kraje. Europa jest w poważnych tarapatach. Została najechana przez siły nielegalnych imigrantów, jakich nikt nigdy wcześniej nie widział”. Ci, którzy rządzą w krajach Starego Kontynentu kierują się zasadami ideologii lewackiej, skrytej pod nazwą poprawności politycznej. Dlatego „Nielegalni imigranci napływają do Europy, a nikt nic nie robi, żeby to zmienić, żeby ich stamtąd wypędzić”. Napływ ludzi z Południa oraz „ich [rządzących Europą urzędników brukselskich – R.K.] samobójcze pomysły energetyczne doprowadzą do upadku Europy Zachodniej. Tego nie da się utrzymać”.
Donald Trump powiedział też: „Ten dwuogonowy potwór [imigranci i ekoterroryzm – R.K.] niszczy wszystko, co stanie mu na drodze”. Znów trafiając wypowiedzią w sedno.
Zielona energia do odrzucenia, zabija gospodarkę
Nie da się realizować polityki „źródeł odnawialnych” bez zniszczenia dobrostanu ludzi i bez doprowadzenia kraju do zapaści gospodarczej. Źródła odnawialne „nie działają” i „są za drogie” stwierdził jednoznacznie mówca. Taka polityka „to żart”, dodał. „Nie są wystarczająco silne, by zasilić elektrownie, których potrzebujesz, by twój kraj się rozwijał. Te wielkie wiatraki są tak żałosne i tak złe, tak drogie w eksploatacji, że trzeba je ciągle odbudowywać, aż zaczynają rdzewieć i gnić. Najdroższa energia, jaką kiedykolwiek wymyślono”. Europa ma przed sobą długą drogę, ponieważ wiele krajów stoi na krawędzi zniszczenia z powodu programu zielonej energii. „Praktycznie zamknięto Wielkie Złoża Ropy Naftowej na Morzu Północnym. Aberdeen było stolicą ropy naftowej Europy i tej ogromnej ropy, której nie znaleziono na Morzu Północnym. Olbrzymiej ropy”. Przy tej okazji Trump pochwalił Niemcy za racjonalne myślenie i stopniowy odwrót od zielonej energii.
Oszustwo zmian klimatycznych
Prezydent USA punktował nietrafione prognozy klimaty-stów, w tym przewidywania, z początku lat 80., dyrektora wykonawczego Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych, zgodnie z którymi do roku 2000 zmiana klimatu spowoduje globalną katastrofę. „Powiedział, że będzie ona nieodwracalna, tak jak nuklearny holokaust”. Inny urzędnik ONZ stwierdził w 1989 r., że w ciągu dekady całe narody mogą zostać zmiecione z mapy przez globalne ocieplenie.
„Kiedyś to było globalne ochłodzenie. Jeśli spojrzysz wstecz, lata 20. i 30. XX w., mówili, że globalne ochłodzenie zabije świat. Koniec z globalnym ociepleniem, koniec z globalnym ochłodzeniem. Wszystkie te prognozy Organizacji Narodów Zjednoczonych i wielu innych, były błędne. Zostały stworzone przez głupich ludzi. Jeśli nie uciekniesz od tego zielonego oszustwa, twój kraj upadnie”.
Trump obnażył prawdziwe intencje ludzi stojących za nakręcaniem histerii klimatycznej: to nie ochrona środowiska jest celem „brutalnej polityki zielonej energii”, ale przeniesieni produkcji i działalności przemysłowej z krajów rozwiniętych, „które przestrzegają szalonych przepisów”, do krajów zanieczyszczających środowisko, „które łamią przepisy i zarabiają fortunę”.
Za wszystkim stoi zamysł ideologiczny globalistów, powiedział Trump, którzy „żądają od odnoszących sukcesy, uprzemysłowionych krajów, by same sobie zadały ból i radykalnie zdestabilizowały całe swoje społeczeństwa”. Ta lewacka koncepcja „musi zostać natychmiast odrzucona”.
Apel, który mobilizuje do walki o podeptane wartości
Kończąc swoje wystąpienie, prezydent Ameryki zaapelował do wszystkich słuchających go przedstawicieli cywilizacji Zachodu: „Brońmy wolności słowa i wolności wypowiedzi. Chrońmy wolność religijną, również w przypadku najbardziej prześladowanej religii na świecie. Nazywa się chrześcijaństwo. Chrońmy naszą suwerenność i pielęgnujmy cechy, które uczyniły każdy z naszych narodów tak wyjątkowym, niesamowitym i niezwykłym”.
publikuje: Leon Baranowski Buenos Aires Argentyna
