
Nr 21 (930), tygodnik, 23 – 29 maja 2025 r. – gazeta warszawska
Jeśli CIA była gotowa eksperymentować na własnych obywatelach, co powstrzymało ją przed zajęciem się małym francuskim miasteczkiem?
dr Robert Kościelny
Czy można celowo, z premedytacją doprowadzić społeczność małego miasteczka do obłędu? To pierwsze pytanie, która stawiamy w tym tekście. Pozytywna odpowiedź (a taka właśnie będzie, co piszę, mając świadomość uprzedzania wypadków, czyli jak to się dziś mówi„spojlerowania”) zrodzi kolejną – czy to, co można zrobić mieszkańcom mieściny, można też uczynić całej ludzkości? Tym również się zajmiemy, w drugiej części tekstu.

Miasteczko Pont Saint-Esprit Wydarzenia sprzed prawie 75 lat we francuskim miasteczku są dość często opisywane ze względu na ich niezwykłość. Relacje zazwyczaj zaczynają się tak: w południowej Francji, niedaleko Awinionu, nad Rodanem znajdowała się cicha miejscowość o nazwie Pont Saint–Esprit, w której dwie piekarnie zaspokajały codzienne zapotrzebowanie mieszkańców na chleb. Lato 1951 r. było niezwykle deszczowe, a spodziewano się, że tegoroczne zbiory żyta będą niewystarczające. W sierpniu tego roku jeden z piekarzy otrzymał dostawę dziwnie szarej mąki, ale ponieważ rząd ściśle kontrolował jej dystrybucję, nie miał innego wyjścia, jak tylko użyć tej ciemnej mąki do pieczenie porannych bagietek. Efekt był taki, że w ciągu kilku tygodni le pain maudit – „przeklęty chleb”- siał spustoszenie w Pont Saint-Esprit. Portal Psyche podkreślane Pont-Saint-Esprit po-zostaje jedną z największych nierozwiązanych tajemnic medycznych w historii.
Ludzie poszaleli
W ciągu 48 godzin około 300 mieszkańców zachorowało. Początkowo ich reakcje po spożyciu pieczywa przypominały poważne zatrucie pokarmowe; ludzie odczuwali nudności i wymiotowali, cierpieli też na bezsenność. W wielu przypadkach objawy były bardziej dramatyczne. Portal Psyche pisał: „Ludzie potykali się na ulicach, ich umysły rozpadały się na kawałki przed przerażonymi gapiami. Mężczyzna wyskoczył z okna na drugim piętrze, przekonany, że potrafi latać. Inny płakał, że ma żołądek pełen węży. Inni padali, drżąc, pogrążeni w przerażających halucynacjach. Oczy niektórych stawały się tak wytrzeszczone, że wydawały się wypadać z oczodołów, pot spływał po twarzy, ciała drgały. Chłopiec próbował udusić matkę (w innej wersji babcię). Mężczyzna widział płomienie trawiące jego własne ciało. Jedna z ofiar uważała, że brakuje jej kończyn, przeto płakała nad wyimaginowanymi ranami”.
Magazyn Smithsonian cytował ówczesnego burmistrza Alberta Hubbarda, który w wywiadzie dla United Press powiedział„Widziałem zdrowych mężczyzn i kobiety, którzy nagle stali się przerażeni, rozdzierali prześcieradła, chowali się pod kocami, ze strachu przed halucynacjami”. Ludzie wyskakiwali z okien, aby uciec od swoich wizji. Niektórzy my-śleli, że zjadają ich tygrysy, inni widzieli mężczyzn z uśmiechniętymi czaszkami zamiast głów.„Jestem martwy, a moja głowa jest z miedzi, a w żołądku mam węże, które mnie kąsają”— krzyczał wielokrotnie mieszkaniec wsi Gabriel Ve-ladaire, zanim spróbował rzucić się do rzeki. Ludzie widzieli krew kapiącą ze ścian ich domów, dorzuca strona Off-Gu-ardian. Zginęło co najmniej 5 osób (niektóre źródła podają liczbę 7), kilkadziesiąt zostało umieszczonych w zakładach psychiatrycznych.
Mikę Thomson, korespondent BBC, w 2010 r. odwiedził miasto Pont Staint- Esprit i rozmawiał z jednym z ocalałych, lokalnym listonoszem Leonem Armun-dierem, o wydarzeniach z 1951 r. Człowiek ten opisał horrory, z którymi musiał się zmierzyć jako młodzieniec, będąc zmuszonym do noszenia kaftana bezpieczeństwa przez tydzień. Wokół niego, jak mu się wówczas zdawało, szalały węże, a ciało piekło od ukąszeń tych gadów.
Przypadek czy celowe działania?
Lekarze i władze próbowali ustalić i zrozumieć, co się właściwie stało. W Psyche czytamy, że oficjalne wyjaśnienie obwiniało za przebieg wydarzeń zatrucie sporyszem, toksyczną pleśnią rosnącą na życie. Chleb skażony w ten sposób może wywołać dzikie wizje, urojenia, gwałtowne drgawki i całkowitą psychozę. Od dawna wiadomo było, że zatrucie sporyszem doprowadzało całe wioski do szaleństwa w średniowiecznej Europie. Jednak nie wszyscy uwierzyli w tę historię. W teorii były pęknięcia. Dlaczego zatrucie było tak głębokie? Dlaczego ludzie doświadczali objawów, które nie pasowały do tych wywoływanych zazwyczaj przez toksyny sporyszu? im głębiej ludzie patrzyli, tym więcej pojawiało się niejasności.
Z kolei Smithsonian przypomina, że zatrucia sporyszem były powszechne w średniowieczu, ale nie były obserwowane na ziemi francuskiej od początku XIX w. Sporysz to przetrwalnik grzyba pasożytniczego, który rozwija się na kłosach żyta gdy po ostrych zimach następuje szczególnie deszczowy sezon wegetacyjny – i objawia się jako ogromne, fioletowe ziarna wystające z główki rośliny. Mikę Thomson z BBC mówił, że dokumenty uzyskane przez amerykańskiego pisarza Hanka Albarelliego sugerują, iż istniało duże prawdopodobieństwo, że zatrucia nie były tragicznym wypadkiem. Podczas
swoich badań nad tajemniczą śmiercią biochemika CIA Franka Olsona, jego powojenną pracą nad LSD i zastosowaniem tego narkotyku jako broni biochemicznej zdobył dokumenty, sugerujące związek Olsona z epidemią w Pont Staint- Esprit.
Portal Psyche dodaje, że według Albarelliego odtajnione akta CIA wspominały o Pont-Sa-int-Esprit w kontekście eksperymentów halucynogennych. Podczas zimnej wojny Agencja desperacko pragnęła wypracować skuteczne metody kontroli umysłu, efektywne prowadzenie wojny psychologicznej i umiejętne posługiwanie się bronią chemiczną. Jej pracownicy byli więcej niż chętni do testowania swoich „wynalazków” na niczego niepodejrze-wających cywilach.
Teoria sugerowała, że ludzie z Pont-Saint-Esprit nie zostali zatruci przypadkowo. Był to element eksperymentu powiązanego z MKUItra, niesławnym programem CIA, w którym testowano LSD i inne narkotyki na ludziach. Czy CIA celowo zaaplikowała narkotyki całemu miastu, aby zbadać skutki masowej halucynacji? Pomysł nie był tak niedorzeczny, jak się wydawało. Podczas MKUItra CIA potajemnie testowała LSD na więźniach, pacjentach psychiatrycznych, a nawet niczego niepodejrze-wających członkach społeczeństwa. Odurzali ludzi bez ich wiedzy tylko po to, aby zobaczyć, co się stanie. Rezultaty były przerażające. Niektórzy badani na stałe tracili rozum. Inni umierali. Jeśli CIA była gotowa eksperymentować na własnych obywatelach, co powstrzymało ją przed zajęciem się małym francuskim miasteczkiem?
Co wolno CIA, tym bardziej wolno globalistom
Sprawą zainteresował się też drTodd Hayen, psychoterapeuta praktykujący w Toronto. Na stronie Off-Guardian pojawił się niedawno jego artykuł, omawiający, jak dalece prawdopodobny jest udział CIA w wydarzeniach sprzed prawie ośmiu dekad. Tekst dr.Todda Hayena właściwie nic nowego do sprawy nie wnosi i nie ze względu na świeże ustalenia będzie omawiany. Chodzi o refleksje zawarte w artykule. „Wygląda na to, że CIA była zamieszana w niemal każde dziwne, tajemnicze i niebezpieczne wydarzenie globalne od czasu swojego powstania w 1947 r. Oczywiście teoria o udział CIA w wydarzeniach w Pont-Saint-Esprit spotkała się ze sceptycyzmem. Ale nie będę się w to zagłębiać. Ten artykuł nie dotyczy tego, ani incydentu we Francji w 1951 r., dotyczy ludzi, którzy popadają w szaleństwo i tego, jak często powodem, dla którego popadamy w szaleństwo, są okoliczności zewnętrzne, naturalne lub stworzone przez jakiś nikczemny byt, taki jak CIA”.
Todd Hayen, znawca ludzkiej psychiki, którą bada codziennie na konkretnych przykładach jako psychoterapeuta, jest też uważnym obserwatorem tego, co dzieje się w społeczeństwie. Dostrzega w nim rys szaleństwa, niestety powiększający się z roku na rok.„Nie widzimy węży wyłaniających się z ludzkich żołądków ani ludzi skaczących z dachów budynków, bo myślą, że są samolotami, ale być może zmierzamy w tym kierunku”. Dr Hayen zdaje sobie sprawę z tego, że przesadnym może się wydawać stwierdzenie, że„całe to dziwactwo, które widzimy w dzisiejszych czasach, jest spowodowane jakimś szaleństwem wywołanym przez substancje. Ale z pewnością nie byłoby to niemożliwe”. Innymi słowy, psychoterapeuta zastanawia się, przy okazji poruszenia sprawy masowej psychozy w miasteczku Pont Saint-Esprit, czy nie żyjemy obecnie w takiej globalnej mieścinie, której do codziennego pożywienia nie dosypano jakiegoś rodzaju „sporyszu”, środka lub środków pobudzających i halucynogennych.„Od lat rozmawiamy i piszemy o negatywnych skutkach gier wideo, przewijania ekranu telefonu komórkowego, wpływu mediów społecznościowych, podniecania pornografią i edukacyjnego prania mózgu, ale co jeśli większość z tych rzeczy to w rzeczywistości objawy, a nie przyczyny? Może nasze umysły są zjadane fizycznie, a nie tylko psychicznie?” Pan doktor drąży…
Od około stu lat połykamy i wdychamy „tysiące rzeczy”: toksyny chemiczne, toksyny spożywcze, smugi chemiczne, farmaceutyki, i tak dalej, i tak dalej, pisze dr Hayen. Nagromadzenie tych szkodliwych substancji musiało wpłynąć„na naszą bystrość umysłu i zdolność do myślenia. Jak mogłoby nie wpłynąć? To cud, że nie jesteśmy WSZYSCY chodzącymi zombie, z wnętrznościami wyciekającymi na zewnątrz i szklistymi oczami jako objawami dziesięcioleci fizycznego znęcania się nad nami”.
Psychoterapeuta od lat opisuje i rozważa, co stoi za oczywistym, według niego, załamaniem psychicznym większości ludzi na świecie. „Jakie może być wytłumaczenie tej ostrej utraty krytycznego myślenia? Co może być przyczyną nienawiści i polaryzacji, które widzimy? Jaki może być powód głupoty, którą okazujemy, podążając za puszystym, merdającym ogonem przed nami, zamiast używać zdrowego rozsądku w ocenie niemal każdej sytuacji, z którą się mierzymy?” Ilu z nas w czasie paniki kowi-dowej przerażała nie tyle „pandemia”, ile to, że ludzie tak szybko, tak posłusznie poddali się ewidentnym absurdom medialnych poleceń? Zapomnieli, że w kraju obowiązuje prawo ustawowe, a nie telewizyjne? Dali się przekonać kiczowatej propagandzie, której symbolem są „trumny z Bergamo”? Kolumny samochodów ciężarowych wypełnionych trumnami z rzekomo zmarłymi na SARS–Cov-2, których zwłok, jak mówiono, nie mogły pomieścić kostnice jednego dużego miasta. Stąd przewożono je do innego, w którym były jeszcze (chwilowo oczywiście) „wolne miejsca” na składowanie ciał? Przecież sztuczność tego obrazu aż zgrzytała w zębach jak ziarna piachu, przenikające do ust mimo„maseczek”, a prawdę mówiąc – właśnie dlatego. Dlaczego tak łatwo zaakceptowaliśmy jako normę ostre zaburzenia seksualne, wyrażające się w zjawisku sodomii, saty-ryzmu, werbalnej pedofilii (bo przecież niczym innym tylko tym właśnie rodzajem dewiacji jest to, co oferuje ministerstwo edukacji pod nazwą„eduka-cja zdrowotna”)? Nie „zabijamy śmiechem”„postulatu” adopcji dzieci przez pederastów, prób nazywania ich „związków” małżeństwami?
Dajemy się wodzić za nos ce-lebrytom o wykształceniu na poziomie gimnazjum bądź wyższej szkoły gotowania na gazie? To tylko niektóre z pytań, pojawiających się w głowie każdemu, kto choć przez chwilę zrobi sobie przerwę od krzątaniny dnia codziennego.
Autor omawianego artykułu przyznaje, że zazwyczaj koncentrował się na psychologicznych i emocjonalnych nadużyciach, których nasza psychika doświadcza od wielu dekad. „Te rzeczy z pewnością mają swój wpływ i być może są rzeczywiście główną przyczyną erozji psychicznej, którą widzimy, ale może nie. Być może to trucizna, którą spożywamy, zaatakowała ludzki umysł”.
… i wspomaga się uwagami innych doktorów
Dr Mattias Desmet nazywa to masową psychozą i wyjaśnia, jak może do niej dojść w książce „The Psychology of Totalitarianism”. Z kolei inny naukowiec dr Michael Nehls skupia się na fizjologicznej patologii mózgu, ale obwinia za to bardziej stresory w środowisku niż nadużywanie środków chemicznych. W swojej książce „The Indoctrinated Brain: How to Successfully Fend Off the Global Attack on Your Men-tal Freedom”twierdzi, że ludzie tracą rozumowanie poznawcze i myślenie krytyczne z powodu celowego, neurobiologicz-nego ataku na mózg, szczególnie ukierunkowanego na hipokamp, przedstawia główne wątki zawarte w obu książkach Todd Hayen.
Szczególną uwagę Hayen zwraca na drugą ż prac, która sugeruje, że współczesne czynniki stresujące – takie jak narracje napędzane strachem (np. pandemie, zmiany klimatu), izolacja społeczna, a być może nawet czynniki biologiczne, takie jak białka kolców szczepionki mRNA – zakłócają neurogenezę, proces generowania nowych komórek nerwowych w hipokampie.Ten region jest kluczowy dla pamięci, indywidualności i krytycznego myślenia.„Nehls zakłada, że te zewnętrzne naciski kurczą hipokamp, zastępując osobiste doświadczenia jednolitymi, opartymi na strachu narracjami, osłabiając w ten sposób nasz «umysłowy układ odpornościowy® i czyniąc nas bardziej podatnymi na indoktrynację. Ujmuje to jako skoordynowany wysiłek elit technokratycznych w celu kontrolowania populacji poprzez podważanie niezależnego myślenia”.
Może przyczyny naszych bezkrytycznych podejść do coraz to nowych absurdów, ordynowanych nam przez pozbawione twarzy władze (te„z twarzą”, a więc wybrane w procesie demokratycznym są tylko marionetkami i wykonawcami poleceń sił wyższych), powody, dla których nie reagujemy stosownie albo nie reagujemy w ogóle na chore roszczenia osób zagubionych w rzeczywistości, takich, które dały już sobie napluć w dusze – więc może wszystko to spowodowane jest zarówno czynnikami psychicznymi (pranie mózgów 24/7), jak fizycznymi (różnego rodzaju toksyny w powietrzu, wodzie i żywności)?
„Czy zatem przyczyna tego pogorszenia się kondycji ludzkiej, zarówno fizycznej, jak i psychicznej, leży w wodzie? Tak, całkiem możliwe, ale nie tylko w wodzie, ale także w powietrzu, w naszym jedzeniu, naszych lekach, naszych szkołach, naszych mediach (zarówno rozrywkowych, jak i informacyjnych), w niemal każdym miejscu i wszystkim, z czym się stykamy. Być może wszyscy są szaleni, wszyscy oprócz nas. Na razie. Zawsze są ludzie odporni na truciznę lub odporni na chorobę. Jakoś do tej pory udaje się nam wywinąć z ogłupiałego stada; może tak pozostanie i nigdy nas to nie dotknie, ale może w końcu dopadnie i nas”, kończy swój tekst dr Todd Hayen, psychoterapeuta praktykujący w Toronto.
Publikuje: Aron Kohn Izrael Hajfa
